![]() |
źródło: sxc.hu |
Zielona Księga dot. Obszarów Metropolitalnych wyróżnia 10 aglomeracji w Polsce: Warszawę, Aglomerację Górnośląską, Kraków, Łódź, Trójmiasto, Poznań, Wrocław, duopol Bydgoszczy z Toruniem, Szczecin oraz Lublin. Jednocześnie przyznaje, że ta lista jest oparta na polskich założeniach, gdyż w innym wypadku lista aglomeracji ograniczałaby się tylko do jednego ośrodka: Warszawy.
Ministerstwo jednak zbyt mocno
zaniżyło kryteria dla polskich „aglomeracji”. Nie wiadomo, co w tym gronie
robią takie ośrodki jak Bydgoszcz-Toruń, Szczecin, Lublin. Ośrodków tych nie należy
zaliczać, póki co, nawet do aglomeracji o znaczeniu regionalnym, a co najwyżej
lokalnych. Nie znaczy to, że miasta te nie są na dobrej drodze, aby na miano
aglomeracji regionalnej zasłużyć. Ale tak samo na dobrej drodze znajduje się
Białystok, Olsztyn, Rzeszów. To nie są jeszcze materiały na metropolie. Nie
należy o nich zapominać, ale wciągać je w tę konkretną debatę jest trochę „na
siłę” i pod publikę.
Jakie są najważniejsze problemy związane z funkcjonowaniem aglomeracji górnośląskiej?
fontanna Trzech Faunów w Gliwicach |
Zielona Księga MAC zadaje wiele
pytań. Pierwszym z nich jest pytanie o najważniejsze problemy związane z
funkcjonowaniem obszarów metropolitalnych. W kontekście tego pytania pragnę
zauważyć, że aglomeracja górnośląska jest aglomeracją specyficzną, jak na
polskie warunki. Składa się na nią kilkanaście miast (14-17, zależnie od
koncepcji), w której nie ma wyraźnego jednego lidera. Są trzy „fauny”,
Katowice, Sosnowiec i Gliwice, które pociągają za sobą resztę obszaru. Problemem
nie jest tu liczba liderów(albo raczej pretendentów do bycia liderem), a ich
ambicje, brak międzymiejskiej współpracy i ponadmiejskiej wizji. Każde
posunięcie mające na celu rozwój powyżej aglomeracyjnej „średniej” jest
kwitowane „mocarstwowymi ambicjami”. To nie rodzi dobrej atmosfery do współpracy,
gdy nie pozwala się swojemu sąsiadowi na decydowaniu, w jakim kierunku chce
podążać. Nie można też ukrywać, że największym egoizmem cechują się z tego grona Katowice,
przejawiające chęć do koncentrowania u siebie całego potencjału aglomeracji. Z
tego powodu starały się zablokować budowę hali widowiskowej „Podium” w
Gliwicach, zawzięcie walczą z Bytomiem o, będące w planach, Centrum Nauki, co
jakiś czas podejmują próbę „oderwania” WPKiW, o pardon, Parku Śląskiego, od
Chorzowa. Katowice chcą grać pierwsze skrzypce w aglomeracji nie będąc do tego
przygotowanymi. Nie kreują żadnej śmiałej, ponadmiejskiej, aglomeracyjnej
wizji, która wspierałaby rozwój całego obszaru, a nie tylko miasta
wojewódzkiego.
Tym sposobem, jeśli nawet miasta
aglomeracji zaczynają ze sobą współpracować, to współpraca ta ma dyskusyjne
skutki. Najlepszym przykładem jest Komunikacyjny Związek Komunalny
Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego, który jest skrajnie nieudolny i
niereformowalny w kwestii komunikacji zbiorowej. Poza tym nie obejmuje całego
terenu aglomeracji (Tychy i Jaworzno organizują komunikację zbiorową
samodzielnie, z dużo lepszym skutkiem). Wydaje się, że miasta aglomeracji nie
potrafią działać wspólnie, co jest o tyle istotne, że samotnie nie są w stanie
zdziałać wiele (czego przykładem jest chociażby sromotna porażka Chorzowa w
staraniach o goszczenie EURO 2012)
Problemem w konsolidacji aglomeracji
są również sami mieszkańcy, dla których wizja „degradacji” ich rodzinnego
miasto do jednej z dzielnic metropolii byłoby niezaprzeczalnie utratą prestiżu.
Na Górnym Śląsku przywiązanie do swojego miasta jest tak duże, że czasem mieszkańcy
nie utożsamiają się z organizmem miejskim, którego formalnie są częścią. Jaskrawym
przykładem jest Ruda Śląska, w której mieszkańcy bardziej identyfikują się ze
swoją dzielnicą, do niedawna samodzielnym ośrodkiem niż z samym miastem.
Które z zaproponowanych rozwiązań organizacyjnych dla aglomeracji jest najlepsze w górnośląskich warunkach?
Rozwiązania organizacyjne metropolii proponowane przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji |
MAC proponuje 13 rozwiązań dla
przyszłych metropolii, w różnym stopniu trudności do wprowadzenia. Pomysłów na funkcjonowanie
aglomeracji górnośląskiej było już kilka.
Próbowano luźnego związku miast –
tę funkcję miał spełniać Górnośląski Związek Metropolitalny, na szczebel
którego miały być przerzucane zadania, których byłby beneficjentem. Jego
źródłem finansowania są składki poszczególnych miast- członków, które wspólnie
ustalają ich wysokość. Obecnie widać, jak bardzo ta koncepcja jest
nieporozumieniem. Składki miast nie pozwalają GZM na finansowanie czegokolwiek
prócz (co też jest jedynym realnym zadaniem GZM) własnej promocji. Tu też
uwydatnił się zapał włodarzy miast górnośląskich i zagłębiowskich w kurczowym
trzymaniu całej władzy dla siebie i kreowanie pozycji „psa ogrodnika” nawet,
jeśli przynosi to realne straty dla całej aglomeracji (patrz: utrata 500 mln
dotacji UE na budowę spalarni śmieci obsługującej całą aglomerację). Innym mankamentem
tego rozwiązania jest możliwość przystąpienia do związku tylko przez miasta na prawach
powiatu, co zamyka drogę (a w zasadzie ratuje przed udziałem w katastrofie)
takie miasta jak Knurów, Tarnowskie Góry, Radzionków, Czeladź, Mikołów etc.
które są taką samą częścią aglomeracji, jak wchodzące w nią miast na prawach
powiatu.
Najmocniej lansowanym przez
PO rozwiązaniem było utworzenie „powiatu metropolitalnego”, o którym niewiele
było wiadomo, prócz tego, że miał zrzeszać wszystkie miasta aglomeracji,
funkcjonować podobnie jak miasta na prawach powiatu. Był to element obietnicy
złożonej przez śląskich kandydatów na
parlamentarzystów, że w momencie sformułowania rządu przez PO po wyborach
parlamentarnych, w ciągu 100 dni zostanie uchwalona ustawa metropolitalna
(co oczywiście się nie udało).
Swoje pomysły na aglomeracje
mieli też: były wojewoda śląski, Tomasz Pietrzykowski (gdzie aglomeracja miała
być obowiązkowym związkiem miast) czy prezydent Sosnowca, Kazimierz Górski
(metropolia jako subwojewództwo)
Jaki byłby mój przepis na metropolię górnośląską?
Pozwolę sobie dorzucić do tej karuzeli propozycji kolejną. Niełatwą, tak samo, jak sama aglomeracja nie jest
łatwa. Mianowicie, podzieliłbym aglomerację na trzy submetropolie (konsolidacja na drugim
szczeblu terytorialnym jako „powiaty metropolitalne”), zrzeszone w związku metropolitalnym
(którego celem byłaby współpraca pomiędzy submetropoliami i ich reprezentowanie
na zewnątrz). Dlaczego tak? Myślę, że takie rozwiązanie zmniejszyłoby
zagrożenie utraty prestiżu czy kurczowego „trzymania się stołka” miejscowych
włodarzy, ponieważ powstałe byty nie byłyby na tyle duże, aby „rozmyć”
specyfikę poszczególnych ośrodków. Natomiast (miejmy nadzieję) owocna
współpraca w ramach „powiatu metropolitalnego” byłaby dobrą podstawą w
przyszłości do połączenia submetropolii w jedną całość (łączenie trzech spójnych
obszarów będzie łatwiejsze niż 14-17).
Związek metropolitalny koordynowałby działania submetropolii i wspierał by je w
przypadkach starania się o ważnego inwestora czy organizację zawodów na
szczeblu międzynarodowym.
Dlaczego aglomeracja górnośląska potrzebuje rozwiązania dopasowanego specjalnie dla niej?
Aglomeracja górnośląska
potrzebuje specjalnego traktowania w kwestii ustaw metropolitalnych. Nie
dlatego, że jest wspaniała, jest na terenie Śląska i Zagłębii itp. Wymaga
specjalnego traktowania dlatego, że w przyszłości na podobnych zasadach będzie
trzeba uregulować mega-metropolie dualne, z dwoma (a może i więcej) silnymi
graczami, dla których model monocentryczny będzie kompletnie nieadekwatny.
Inne artykuły z tej kategorii:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz